Bitwa na Redzie Gdańskiej 1627 r. – niedocenione zwycięstwo

"Portret admirała Arendta Dickmanna", autorstwa Izabeli Boreckiej-Kwiecień (ze zb. Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku).
„Portret admirała Arendta Dickmanna”, autorstwa Izabeli Boreckiej-Kwiecień (ze zb. Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku).

Dokładnie 386 lat temu, czyli 28 listopada 1627 roku, polska flota stoczyła na Zatoce Gdańskiej bitwę z blokującą port flotą szwedzką. Starcie przeszło do historii jako bitwa pod Oliwą.

Położenie Rzeczpospolitej pod koniec XVI wieku było nadzwyczaj trudne; organizm państwa był wycieńczony, wojny moskiewskie, tureckie oraz spór dynastyczny o tron szwedzki pomiędzy królem Zygmuntem III Wazą a boczną linią Wazów – książętami Sudermanii dodatkowo pogrążyły skarb królewski. Pojawiły się poważne problemy ze zorganizowaniem środków na dalsze prowadzenie wojen ze Szwecją. Dodatkowo Zygmunt III, licząc na umocnienie unii personalnej, podsycił nadchodzący konflikt, dążąc do rekatolizacji protestanckiej Szwecji. W odpowiedzi walkę z Zygmuntem III przedstawiono jako walkę w obronie wiary i przeciw agresji katolickiej, jak określił ją profesor Nicolas Botanensis na synodzie luterańskim w Uppsali 1593 r. Duchowa mobilizacja odniosła pełny sukces, nie tylko odmówiono pomocy dążeniom katolickiego króla Zygmunta III, w postanowieniach synodu postarano się także o dalsze odsunięcie go od korony przez zatwierdzenie wyznania augsburskiego w Szwecji i groźbę surowych kar za próby rekatolizacji. Już pierwsza wyprawa do Szwecji w 1593 r. ujawniła poważne braki w przygotowaniu polskich wojsk do tego typu operacji. W zamian Karol Sudermański w 1600 r ogłoszony przez Riksdag królem, Karolem IX, już jako prawny władca wysłał wojska przeciwko Rzeczpospolitej. Punktem zapalnym stały się Inflanty; niebezpieczeństwo zbliżyło się również do Prus i ujścia Wisły.

W każdym etapie kampanii inflanckiej po polskiej stronie ewidentnie ujawnił się problem braku własnej silnej floty, zarówno wojennej jak i transportowej. Krytyczna sytuacja ponagliła wymuszenie fundowania odpowiednich sił dla obrony wybrzeża pozostałego w granicach Rzeczpospolitej. Wielokrotnie wysyłano poselstwa do elektora brandenburskiego, Joachima Fryderyka, księcia Meklemburgi i Lubeki, do cesarza Rudolfa II, nie przyniosły one jednak pożądanego skutku. Jedynie król angielski Jakub I zgodził się na dokonanie zaciągów przeciw flocie szwedzkiej, głównie pośród kaprów angielskich i szkockich. Dopiero przegrana Szwecji w wojnie kalmarskiej w latach 1611–1613 i śmierć Karola IX stworzyły dla Rzeczpospolitej nowe możliwości sojuszu morskiego. Dania, dotychczas neutralna wobec Rzeczpospolitej, zaczęła wysyłać sygnały o możliwości wspólnego ataku na Szwecję. Zygmunt III, prawdopodobnie kierując się względami moralnymi, nie godził się na porozumienie z państwem protestanckim. Zawarł natomiast tego samego roku porozumienie w Inflantach z następcą tronu szwedzkiego, Gustawem II Adolfem. Król polski, prawdopodobnie wskutek uwikłania w sprawy obsady tronu w Moskwie, obdarzył zbyt dużym zaufaniem dotychczasowego wroga. Gustaw II Adolf nie przedłużył rozejmu z Rzeczpospolitą w 1621 r. wysyłając jednocześnie 14-tysięczną armię na Rygę. Miasto upadło po kilkumiesięcznym oblężeniu. Wróg, stanął u bram Rzeczpospolitej.

Szlachta polska od początku nie wykazywała zainteresowania programem budowy floty. Polski szlachcic uważał żeglarstwo przede wszystkim za zajęcie mieszczan, nie czuł się też zobligowany do finansowania i ochrony transportu morskiego, do którego kontroli gdańszczanie uzurpowali sobie wyłączność. W efekcie kwestia pozostawała problemem kasy kupieckiej. Brakiem zaufania darzono również królewskie zabiegi o sformowanie regularnej floty, zarówno z przekonania o jedynej – lądowej drodze ataku na Rzeczpospolitą, jak i z obaw przed stworzeniem sił zbrojnych całkowicie poddanych woli króla. Nie mogąc rozróżnić intencji służących interesom państwa od spraw dynastycznych, szlachta była przekonana, że flota mogłaby być użyta przeciw niej (np. przez blokadę ujścia Wisły i wstrzymanie zbytu zboża) i stać się narzędziem budowy rządów absolutystycznych. Sprzeciw zgłosił m.in. kasztelan krakowski Jerzy Zbaraski wskazując, iż „Najprawdopodobniej flota posłużyłaby Niemcom, czy komu innemu z pewnością nie Polakowi”. Dopiero blokada ujścia Wisły przez Szwedów, zahamowanie eksportu zboża i spadek jego cen, wymusił zmianę stanowiska dowódców wojskowych. Tak było m.in. w przypadku hetmana polnego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza oraz hetmana i kanclerza Jana Zamoyskiego, którzy po kampanii inflanckiej z przeciwników floty stali się jej propagatorami. Do sejmu 1624 r., wódz kampanii inflanckiej Krzysztof Radziwiłł wskazywał konieczność uchwalenia podatku na budowę okrętów. Na uwagę zdecydowanie zasługuje również starosta pucki Jan Wejher, który już od 1600 r. skutecznie kierował działaniami morskimi w oparciu o stare statki królewskie, odnowione i wyposażone z własnych środków. Przy ich pomocy odpierał próby desantu wojsk szwedzkich przez wody Zatoki Gdańskiej i niweczył starania zablokowania gdańskiego portu. Starosta pucki zdobył szacunek króla udaną zasadzką na dwukrotnie większą eskadrę Jacoba Gottberga. Magnateria i szlachta nie godziła się jednak na nowy podatek i obowiązek finansowania pozostawiono królowi, gdyż, jak sądzono, to właśnie on miał wynieść z tych wojen największe korzyści.

Osobnym problemem było zoorganizowanie portu dla nowopowstającej floty wojennej. Port gdański jako jedyny był typowany na takową placówkę. Warunki przemawiały same za siebie: posiadał on odpowiedniej głębokości basen portowy, doskonałe zaplecze techniczne w postaci cechu cieśli okrętowych, kontaktów ze specjalistami z Holandii, Anglii czy Hiszpanii, szlak komunikacyjny na Wiśle z śródlądowymi ośrodkami produkcyjnymi i wreszcie doskonałą osłonę dla budowanych okrętów, którą dawała Twierdza Wisłoujście. Wejścia do portu broniły żelazne łańcuchy, które podniesione w momencie zagrożenia wstrzymywały ruch jakichkolwiek jednostek na Wiśle. Mimo to Gdańsk nie był zainteresowany perspektywą bycia głównym portem wojennym Rzeczpospolitej. Od XVI do XVII wieku kupcy gdańscy handlowali przede wszystkim podstawowymi towarami eksportowymi Rzeczpospolitej tj. płodami rolnymi i leśnymi, na które w Europie Zachodniej bezustannie panowała wysoka koniunktura. Popyt był na tyle duży, że gdańszczanie nie musieli nawet zaprzątać sobie głowy rozbudowaniem floty handlowej, nigdy im nie brakowało statków pod obcymi banderami, własną rolę ograniczali jedynie do pośrednictwa. W razie zagrożenia doraźnie dozbrajano statki handlowe, przebywające aktualnie w porcie. Gdańscy patrycjusze nie popierali i nie podejmowali inicjatywy budowy floty. Dbali przede wszystkim o zachowanie neutralnego stanowiska w konflikcie, nie wierząc w zwycięstwo nad doskonałą, ich zdaniem, armadą szwedzką. Za tą postawą kryły się olbrzymie korzyści z handlu ze zwaśnionymi stronami.

Przełom nastąpił dopiero po desancie szwedzkim 1621 r. Rada Miejska Gdańska, przekonana o konieczności wzmocnienia sił morskich, zezwoliła na budowę okrętów królewskich. Tego samego roku mianowanym przez Zygmunta III generalnym budowniczym floty został Szkot James Murray (w brzmieniu jego niespolszczonego nazwiska, w źródłach występujący również jako Murrey, Moravius, Morus, Mora). Do Rzeczpospolitej przybył prawdopodobnie w końcu XVI wieku wraz z licznie napływającą falą szkockich uchodźców. Dzięki jego staraniom nowy okręt, dwumasztowa pinka, „Żółty Lew”, opuścił Lastadię po roku. W 1623 r., Zygmunt III ustalił z Murray’em docelową liczbę 10 okrętów, a także sprawy wyposażenia oraz werbowania załóg. Przydzielił mu do pomocy dwóch komisarzy, Johanna Wendta i Petera Nilsona, celem nadzorowania przygotowań. Tego samego roku Szkot doprowadził do zwodowania kadłuba jednego z największych okrętów XVII-wiecznej Rzeczpospolitej, ochrzczonego mianem „Król Dawid”.

Rozmiary przedsięwzięcia wyraźnie zaniepokoiły Gustawa II Adolfa, który 30 czerwca 1623 r. rozkazał dokonania demonstracji siły floty szwedzkiej na Zatoce Gdańskiej. Wysłano do władz Gdańska ultymatywne żądanie zachowania pełnej neutralności. Goszcząc Zygmunta III w swoich murach i mając u wejścia do portu 21 szwedzkich okrętów wojennych, Gdańsk znalazł się w nader trudnym położeniu. Ulegając naciskom, Rada Miejska w porozumieniu z królem, przeniosła budowę następnych okrętów do Pucka. Lecz Gdańszczanie nie byli jednak skorzy do utraty dochodów, i okręty w dalszym ciągu korzystały z portu, były uzbrajane i zaopatrywane na Motławie, a wielu członków załóg rekrutowano spośród mieszkańców Gdańska.

W 1625 r. mijał czas rozejmu, Gustaw Adolf postanowił wykorzystać brak pełnego przygotowania polskiej strony. W lipcu 1626 r. ruszyła wielka inwazja na Prusy Książęce i Królewskie. Ponad 130 statków i okrętów szwedzkich przerzuciło 14 000 żołnierzy na wybrzeża Piławy. Samo miasto, wraz z wydzierżawionymi od pruskiego lennika czterema okrętami, opanowane zostało jeszcze tego samego miesiąca. W przeciągu następnych miesięcy upadły: Braniewo, Frombork, Elbląg, Malbork, Tczew, Gniew, Głowa Gdańska i tymczasowa baza floty w Pucku. Równocześnie rozpoczęła się blokada morska Gdańska. Był to początek największego kryzysu w wymianie handlowej od początków wojny ze Szwecją. Okręty Gustawa Adolfa na pełnym morzu pobierały od statków handlowych opłaty celne wysokości 30% wartości ładunku. Ruch w porcie gdańskim zmniejszył się z 1270 statków rocznie (stan z 1623 r.) do 807 w 1626 r., by w 1627 r. osiągnąć krytycznie niski poziom 180.

Wstrzymanie handlu zespoiło współpracę Rady Miasta Gdańska z Zygmuntem, która przyjęła odtąd dużo bardziej zdecydowane stanowisko wobec wroga. Podjęto natychmiastowe działania, jeszcze tego samego roku dowódcą obrony Prus Królewskich mianowano Stanisława Koniecpolskiego, jednego z bardziej światłych dowódców polskich tego okresu, zdecydowanego protektora spraw morskich. Od 7 listopada 1626 r. trwała zainicjowana przez niego ofensywa lądowa pod dowództwem pułkownika Jana Bąka Lanckrońskiego, której celem było odbicie Pucka, w międzyczasie zaadoptowanego jako baza wypadowa dla floty szwedzkiej. Kolejne oblężenia od strony lądu trwały nieprzerwanie do 29 marca 1627 r., Cel osiągnięto – Załoga szwedzka skapitulowała 2 kwietnia po trwającym dobę przygniatającym ostrzale artyleryjskim, w którym niemałe zasługi położyła salwa całoburtowa z 6 królewskich okrętów jednocześnie – „Króla Dawida”, „Wodnika”, „Arki Noego”, „Białego Psa”, „Żółtego Lwa” i „Panny Wodnej”.

Blokada portu gdańskiego trwała dalej do jesieni 1627 r. z jedną przerwą na pomoc wojskom obleganym na Warmii. Wówczas właśnie stopniowo zaczęto zmniejszać liczbę okrętów na Zatoce Gdańskiej. Stan załóg szwedzkich po kilku miesiącach przebywania w morzu nie był najlepszy. Szerzył się szkorbut, jaglica i biegunka, nie pomagało systematyczne mycie pokładów i okadzanie. Konieczna była wymiana załóg. Admirał floty szwedzkiej Klas Fleming zadecydował o zmniejszeniu liczby okrętów blokady z 10 do 6. Sam wraz z pozostałymi okrętami powrócił do Szwecji w celu skompletowania nowych sił. Na tymczasowego dowócę mianował Nilsa Stiernskölda awansując go do stopnia wiceadmirała, oddając mu w dowodzenie galeony: „Tigern”, „Pelikanen”, „Solen”, „Månen”, „Enhörningen” i jedną pinasę – „Papegojan”.

Nie wiadomo czy Królewskiej Komisji Okrętowej znane były wieści o następnej planowanej redukcji, czy zawdzięcza się to szczęśliwemu przebiegowi zdarzeń, lecz w tym właśnie momencie (23 listopada) podjęto decyzję o wyprowadzeniu floty do akcji bojowej przeciw blokadzie. Flota, licząca 10 okrętów, od maja znajdowała się już pod osłoną Twierdzy Wisłoujście. Uzupełniono braki w sprzęcie artyleryjskim i wyposażeniu, werbowano załogi, na pokładach przeprowadzano musztry, z Pucka przysłano kompanie piechoty morskiej z oficerami i podoficerami mającymi objąć wydzielone pododdziały i obsadzić okręty. Po wysłaniu zarządzenia komisarze królewscy udali się do Wisłoujścia, by w czasie przeglądu okrętów przekazać dowódcom instrukcje, będące zarazem planem działania podczas przewidywanego starcia.

Dokument noszący datę 24 listopada 1627 r otwiera wstęp informujący, iż w związku z chorobą Wilhelma Appelmana, pełnię dowództwa powierza się Johannowi Storchowi, z kolei główne dowództwo nad flotą patrycjuszowi gdańskiemu Arendowi Dickmannowi (dalej również jako Arndt Dickman – org. zapis imienia) świeżo mianowanemu na admirała floty królewskiej. Rozkazy podzielono na 20 punktów:

1. „Arndt Dickmann i Johann Storch zaokrętowani na okręcie „Rycerz święty Jerzy” w pokoju i zgodzie pozostać powinni.”(Pozostawiono oryginalną składnię i brzmienie zdania)

Nakaz tego typu powinno się tłumaczyć przede wszystkim możliwością wystąpienia konfliktów w dowodzeniu na okręcie admiralskim. Admirał floty królewskiej dowodził całością floty, mimo to „Rycerz św. Jerzy” dowodzony był przez kapitana. Decyzja tego typu podziału władzy jest sprawą dyskusyjną w momencie pojawienia się dwóch jednostek o silnym autorytecie, lecz później pokazała już sama bitwa, pomysł okazał się słuszny. W momencie śmierci admirała flota nie załamała ofensywy podążając dalej za okrętem dowodzącym tyle, że już pod dowództwem Johanna Storcha.

2. „Z rozkazu naszego na okręcie wiceadmiralskim „Wodnik” kapitan Hermann Witt otrzymuje dowodzenie nad artylerią”

W tym punkcie czytamy o mianowaniu stopniem wiceadmirała, sprawującego zastępstwo admirała, starszeństwo na redzie, a także dowództwo artylerią całej floty.

„Następnie powołujemy 3 osoby rady wojennej oraz następnych adiunktów przydzielonych wg woli: mianowicie kapitan James Murray, kapitan Wessman, kapitan Alexander Blair, pana Appelmana porucznicy, wachmistrza Fitinghofa porucznik, szypr Joachim Bosse, z którymi wszyscy bezsprzecznie, nawet dowództwo tej floty, czy to w sprawach złodziejstwa czy innych trudnych spraw rozsądzić winna przesłuchiwać i rozsądzać, ale nie bez najmniejszego ich udziału.”

Powołana w tym punkcie rada wojenna miała przede wszystkim rozsądzać sprawy przygotowania okrętu do walki, o czym świadczy chociażby dobór osób – Jamesa Murray’a, generalnego budowniczego królewskiej floty, czy Joachima Bosse w stopniu szypra, oficera, na którym ciążyła pełna odpowiedzialność ewentualne awarie wynikłe z błędnego manewrowania jednostką.

4. „My podporządkowani pana kpt. Storcha wszyscy żołnierze, pana Dickmana w dowództwie marynarzy i oficerów, w woli, że oboje wraz z radą wojenną, ludzi w posłuszeństwie, gotowości, zgodzie, pokoju i w jedności pomiędzy nami i w braterstwie, odwadze naprzeciw wrogom i prawości naszego zwycięstwa powinniśmy utwierdzić”

Swoista deklaracja w punkcie czwartym potwierdzała dowództwo kapitana Storcha nad piechotą morską oraz admirała Dickmanna nad marynarzami, jednocześnie nakazując dowódcom utrzymanie załóg w gotowości, zgodzie i odwadze naprzeciw wrogom.

5. „Zaniedbanie obowiązków kilkakrotne lub ze sprawami kryminalnymi na przedzie przedstawione powinno być przed dowódcą, przed którym wydarzenie miało miejsce, w przypadku spraw służby wojskowej fakty przedstawione powinny być przed kpt. Storchem, jeśli spraw okrętowych lub naprzeciw każdemu jednemu marynarzowi wówczas obciążenia przed panem kpt. Dickmannem należy złożyć. Kiedy powinność te spełniono, a kiedy głosowanie bez przewagi wypadło, ostateczny sprzeciw bezpośredniemu dowódcy oskarżonego pozostawia się w urząd.”

6. „Każdego jednego dowódcy tych przewinień obowiązek pod egzekucję oddać.”

Punkty 5 i 6 nakazywały postępowanie wobec każdego, kto spraw kryminalnych się dopuścił, a tu wartym uwagi jest fakt, iż kilkakrotne zaniedbanie powinności okrętowych, jak np. kilkakrotne nie stawienie się na apel było już przestępstwem. Wówczas nakazywano, po wstępnym wysłuchaniu przez bezpośredniego dowódcę, przekazać winowajcę pod sąd. Istotnym elementem procesu było również przyzwolenie na pozostawienie temu samemu dowódcy ostatecznej decyzji w wypadku nie rozstrzygniętego głosowania. Sytuacja dowódcy, który dopuścił się przestępstwa była trudniejsza. Usprawiedliwienia takiego postanowienia nie trudno odnaleźć, jeśli wyobrazimy sobie, jaki w skutkach byłby świadomy bunt dowódcy okrętu, któremu na okręcie podlega uzbrojony oddział piechoty morskiej. W ich przypadku, po przybyciu do portu (do tego czasu oficer miał być więziony w przeznaczonej do tego celi pod pokładem na rufie okrętu) sprawę rozsądzali komisarze królewscy, a wyrok zatwierdzał sam król.

7. „Jeśli nastąpi, że ta sama rada wojenna podczas sztormu lub z powodu innych przeszkód nie może być wezwana, wówczas kpt. Storch i pan Arendt Dickman lub kto na ich stanowisku generalnych dowódców sprawować będzie, zwołać mają radę na okręcie „Rycerz święty Jerzy”, gdzie uwag wysłuchają i będąc pod przysięgą, z tymi, którzy pokrewni Jego królewskiej mości są, traktować z najlepszym szacunkiem radzimy. Też kompletnie wszystkich następnych przeznaczamy traktować bez żadnej krzywdy. Oraz powinno się we wszelkich przeciwnościach losu kapitanów każdego jednego w swym statku rezydować”

Punkt oprócz postępowania w przypadku trudności w zwoływaniu rady, wskazuje uwagę podczas postępowania w traktowaniu szczególnie tych pokrewnych majestatowi króla.

8. „Kiedy rada wojenna wzywa, powinni wszyscy przybyć, gdyż w Bogu Wszechmogącym z radą jego najwyższą, świętą, zostają zwołani, lud na wszystkich okrętach zaokrętowany, jedynego słusznego poświęcenia świadomi, w słusznym porządku przybyć powinni [kiedy Pan, aniołowie, ustami i sercem nawołują] Kiedy wróg ochoczo uderza, wówczas zwycięstwa w asyście wszechmogącego oczekiwać, i wszystko co rycerskie, dobry żołnierz, honorowy człowiek dla swej ojczyzny i królestwa i panów światłych zamierzy, świetnego fechtunku dowiedzie do czasu nieśmiertelnej chwały i reputacji honoru przyniesie. Wówczas o każdym jednym kapitanie, oficerze, ich ludziach i o każdym dobrym sercu, wiedza zachowana będzie.”

Komisarze Królewscy w swej instrukcji dla dowództwa floty starali się wziąć pod uwagę wszelkie czynniki wpływające na wynik walki. Znali zapewne rolę motywacji żołnierza na polu bitwy, obok obietnic godziwej zapłaty w postaci łupu, o czym jest mowa w punktach następnych, nakazali utwierdzanie załóg o słuszności idei walki, przez wstawiennictwo Boga ze swym zastępem aniołów. Punkt ten stanowi istotny przykład na świadomość dowództwa jak wielkiej wagi było morale żołnierza.

9. „Podobnie każdy winien przedstawienia pełnej gotowości do udzielenia pomocy, szczególnie okręt admiralski, by sam nie potrzebował pomocy w trwodze czy niedostatku nie doświadczył”

Ta informacja, choć krótka, nie mniej ważna była z punktu widzenia przybranej taktyki czasu bitwy, dwa okręty flagowe: admiralski „Rycerz św. Jerzy” oraz wiceadmiralski „Wodnik”, stanowiły dwa główne trzony ataku wokół, których zgrupowana była reszta okrętów eskadry. Narzucenie obowiązku osłaniania dwóch z trzech najlepiej uzbrojonych okrętów tej bitwy przez pomniejsze jednostki dawało większą swobodę działaniu dowództwu, więc stwarzało możliwości do śmielszych ataków.

10. „W przypadku, jeśli wszechmogący Bóg pomoże i od wroga nasz port uda się uwolnić, powinno się w uwadze mieć, aby zdobyte statki kupieckie pozostały nie naruszone i nie zrabowane. Podczas gdy łupy podzielone winny być pomiędzy marynarzy i żołnierzy, tak by żadnemu mało się nie dostało, podczas gdy wszyscy jednakowo narażali zdrowie i życie – zdobyczne okręty, artyleria i amunicja pozostają własnością Jego Królewskiej Mości.”

Problem morale załogi poruszany był już przy okazji punktu ósmego. Ta część dotyczy zaspokojenia potrzeb życia ziemskiego załóg, które tak czy inaczej w tamtym okresie tylko w tym celu najmowały się do służby. Zwraca się tu uwagę na równy podział celem zapobiegnięcia bójkom, z zastrzeżeniem o nienaruszalności zdobytych szwedzkich okrętów wojennych, stanowiących własność królewską oraz statków kupieckich, których splądrowanie mogłoby rozjuszyć patrycjat gdański.

11. „Po naszym zwycięstwie oczekiwać dalej na redzie do przybycia komisarza.”

12. „Gdyby wróg nie czekał, w pełne morze się udał, by w pobliże zasadzki zwabić, nie powinno się oddalać we własnym interesie, w tym przypadku, zaistniałego niebezpieczeństwa statek do zguby doprowadzić można. Powinno się w całości ostrożnie w słusznej radzie i dobrym interesie reagować. Jako że też zebrani w dalszej gotowości naprzeciw wrogowi pozostać powinni, jako dobrze przećwiczeni ludzie, którym sprawy morza są nieobce.”

Powyższe dwa rozkazy, wyraźnie zacieśniają współprace w morzu pomiędzy okrętami dowodzącymi, odradza się przeprowadzania akcji samowolnych i jeśli wziąć pod uwagę nakaz ciągłego osłaniania jednostek flagowych, obraz samej bitwy przedstawiony w relacjach świadków świadczy zarówno o rzetelnym przygotowaniu do bitwy jak i skrupulatnym przestrzeganiu wytycznych. Świadczy o tym chociażby postępowanie floty szwedzkiej, która w momencie zatopienia okrętu „Solen” podzieliła się w odwrocie, pozostawiając galeon „Tigern” samemu sobie. Na powyższe punkty powoływali się również kapitanowie, którym po bitwie wysunięto zarzut nie dopełnienia obowiązku ścigania wroga, m.in. zasłużonemu Jamesowi Murray’owi dowodzącego – „Królem Dawidem”.

13. „Jak też, jeśli pomoc wrogowi pospieszy, lub kurs powrotu odcięty zostanie, następnie można udać do Mamel lub schronić się pod spokojnego ducha Brandenburgii obroną, lub prosto do Wismaru lub Rzymskiego cesarskiego majestatu portów, gdzie pewnym i najbezpieczniej pozostać można. Gdy pierwsze pomyślne wiatry nadejdą wówczas powrócić, komisja powinna zjawić się.”

W razie konieczności takich jak trudne warunki żeglugi lub przedstawione sytuacje tj. nadejście wrogich posiłków i odcięcie kursu powrotnego nakazano bezzwłocznego schronienia się w portach zaprzyjaźnionych, Kłajpedy, Wismaru, portów Brandenburgii oraz cesarskich.

14. „Zobowiązani jesteście też jakichkolwiek właścicieli, którzy wrogami Jego Królewskiej Mości nie są, nie atakować. Jeśli któreś statki by atakowały, jak i też dostarczały uzupełnień, są to sprawy Jego Królewskiej Mości.”

15. „W przypadku jakiegokolwiek Jego Królewskiej Mości lub innego statku, który zaatakowany został nakazuje się stawienia czoła oraz dzielnego zmagania się z wrogiem.” 

16. „Kupiecki statek, wróg lub jakikolwiek statek koronie neutralny, dostarczający i który obrony nie powziął powinno się nieuszkodzony i niezrabowany, po wygłoszeniu artykułów wojennych Jego Królewskiej Mości, do portu doprowadzić, gdzie dopiero ładunek sprawdzony będzie.”

17. „Nakazuje się też żadnych kupieckich statków w praktyce lub drodze w kierunku Gdańska nie zatrzymywać – ale raczej strzelać i osłaniać, tak by w fakcie tego port gdański fracht swój mógł utrzymać.”

Powyższe cztery punkty dotyczą nie angażowania w konflikt okrętów i portów neutralnych, wyjątkiem są przypadki ataki na porty macierzyste lub przemyt kontrabandy dla wojsk Ten proceder podlegał odrębnym procedurom. W punktach 16 i 17 komisarze przypominają o dbaniu o poprawne relacje przede wszystkim z portem gdańskim, który aż do szwedzkiej blokady w maju 1627 r. nie opowiedział się jednoznacznie za stawieniem zbrojnego oporu. By zabezpieczyć przychylne nastawienie gdańskiego patrycjatu konieczne było zabezpieczenie gdańskiego handlu, także statków obcych bander które handlowały z Gdańskiem.

18. „Przy maksymalnej karze cielesnej zabrania się żadnej przysługi dla wroga albo statek opuścić, ale raczej nakazuje się życie i kończyny bohatersko poświęcać. Złapani na przysłudze i schwytani w niewolę dobrej woli powinno się nie okradzionych i nie pobitych uwięzić.”

19. „Ponieważ wiele przykładów pominięto związanych z lontami, tytoniem i zapruszniem pożaru – całkowicie zabroniono, żadnego płonącego lontu pod poziomem pokładu, też z żadnym otwartym ogniem przemieszczania się, jak również palenia tytoniu pod poziomem wody lub w niebezpiecznych miejscach na okręcie, zakazano pod utratą życia lub kończyn.”

Rodzaj tak surowej kary wymuszona jest przez charakter pomieszczeń pod pokładem, nie dość byłoby rzec iż są miejscem przechowywania amunicji, okręty królewskie były wyposażone do produkcji amunicji na pokładzie okrętu w razie potrzeby, nie trudno sobie wyobrazić spektakularne efekty jakie mogłyby towarzyszyć zapruszeniu ognia.

Ostatni punkt podkreślał raz jeszcze ścisłość przestrzegania regulaminu w zgodzie z piastowanym stanowiskiem na okręcie. Nakazywał, w przypadku nieprzestrzegania regulaminu przez jakiegokolwiek oficera, przekazanie aresztowanego na okręt admiralski celem osądzenia z zastrzeżeniem możliwości doraźnego wymierzenia kary śmierci w przypadku większych przewinień.

Komisarze Gabriel Posse, Wolfgang von der Oelsnitz, Herman von der Becke, Johann Wendt i Daniel Riediger wręczyli ponadto kapitanom dokumentów, uprawniających do schronienia się w obcym porcie. Ich treści potwierdzały, iż pozostać, proszony jest o udzielenie pomocy i ochrony, jeśli którykolwiek z okrętów wymagałby tego w gościnie. List w swej formie skierowany był wprost do elektora brandenburskiego lub cesarza; wskazano w ten sposób drogę pomocy w przypadku fiaska całej akcji.

Starcie zaplanowano na 25 listopada; tego poranka niefortunnie silny, przeciwny wiatr utrudnił wyjście z portu, wobec tego okręty trzeba było holować w kierunku redy łodziami wiosłowymi. Następnego dnia wiatr zmienił kierunek, wydano więc rozkaz wyjścia na gdańską redę. Okręty wychodziły w kolejności: „Panna Wodna”, „Żółty Lew”, „Rycerz Św. Jerzy”. Ten ostatni, na wskutek przeciążenia osiadł na mieliźnie i zatarasował drogę pozostałym na resztę dnia. Całą dobę wyładowywano przy użyciu łodzi wiosłowych nadmiar ładunku z okrętu admiralskiego, by po odholowaniu załadować go ponownie na większej głębokości szelfu. Kiedy reszta okrętów bezpiecznie opuściła port, wszystkie zakotwiczono blisko falochronów Wisłoujścia na całą noc z 27 na 28 listopada. W tym czasie rozpoznanie w morzu prowadził „Król Dawid” z racji pełnienia przez jego kapitana obowiązków kontradmirała. Po powrocie kapitanowie zebrali się na okręcie admiralskim na naradę, w czasie której zapadła decyzja o podziale floty na eskadry. Pierwszą stanowiły: okręt admiralski „Rycerz św. Jerzy”, „Panna Wodna”, „Latający Jeleń”, „Żółty Lew” i „Czarny Kruk”, natomiast w skład drugiej wchodziły: wiceadmiralski „Wodnik”, kontradmiralski „Król Dawid”, „Arka Noego”, „Płomień” i „Biały Lew”.

Dalsze wydarzenia, bitwa na redzie gdańskiej, znana później jako bitwa pod Oliwą, miały następujący przebieg:

O godzinie szóstej rano 28 listopada dostrzeżono zbliżające się od strony Helu okręty szwedzkie, podążające szykiem torowym. Wiejąca od strony lądu bryza zmuszała je do poruszania się halsem, co stawiało polską flotę w lepszej sytuacji. Eskadrę prowadził admirał Stiernsköld na okręcie flagowym „Tigern”, zaraz za nim szedł „Pelikanen”; następne cztery pod dowództwem Aleksandra Foratha na „Solenie” z powodu trudności w manewrowaniu ćwierćwiatrem pozostały w tyle. Admirał Dickmann, po odczekaniu aż wrogie jednostki osiągną odpowiedni dystans, zarządził podniesienie kotwic i postawienie żagli. Jako pierwszy uczynił to „Król Dawid”, który złapał pełny wiatr i ruszył, by przeciąć kurs idącym na przedzie „Tigernowi” i „Pelikanenowi”. Dickmann planował zgodnie z taktyką zaatakować najpierw okręt admiralski, lecz nie mogąc go zidentyfikować, z początku zwlekał. Po pewnym czasie rozpoznał, iż był to „Tigern”, wobec czego „Król Dawid” zmuszony był zmniejszyć prędkość, by umożliwić przejście okrętowi admiralskiemu, a zaraz po nim „Latającemu Jeleniowi” i „Pannie Wodnej” – jednostkom tej samej eskadry. Zaraz za nimi dołączyła cała druga eskadra, której „Król Dawid” nie zdołał już dogonić. Stiernsköld długi czas nie brał w ogóle pod uwagę, że polska flota dąży do konfrontacji; dotychczas bowiem przy tego typu demonstracjach sił dochodziło do pojedynczych wymian ognia. Gdy dostrzegł, że polskie okręty wyraźnie zmierzają do abordażu, uświadomił sobie, że nie zdoła już zmobilizować swej eskadry i wydał rozkaz odwrotu na pełne morze. W tej sytuacji na przód wysunął się „Latający Jeleń” starając się przeciąć kurs „Tigerna”. Zaraz za nim podążał „Rycerz św. Jerzy”, który po wymianie ognia z dział dziobowych dokonał zuchwałego abordażu. W trakcie zaciętych walk na pokładach okrętów admiralskich przybyła, zgodnie z planem, reszta polskich okrętów, przeciągając coraz bardziej szalę zwycięstwa na polską stronę. Szwedzkie okręty starały się przyjść z pomocą broniącemu się „Tigernowi”: „Pelikanen” minął znajdującego się po nawietrznej stronie „Króla Dawida” i niepowstrzymany jego ogniem artyleryjskim podszedł do burty „Św. Jerzego”. Admirał Dickmann rozkazał oddać salwę całoburtową. Efekt był piorunujący: „Pelikanen” otrzymał liczne trafienia, zatrzymał się, opuścił żagle, zamknął furty działowe i podniósł białą flagę. Zagadką w tej sytuacji pozostaje postawa „Króla Dawida”, który dysponując identyczną wagą salwy całoburtowej co okręt admiralski i znajdując się w stosunku do wroga w najlepszej pozycji nawietrznej, nie próbował abordażu. „Pelikanem” skorzystał ze zwłoki, podniósł ocalałe żagle i uciekł. Osłaniając swą ucieczkę, oddał jeszcze salwę z dział na rufie, która raniła śmiertelnie admirała Dickmanna. Druga eskadra prowadziła w tym czasie walkę z dużym okrętem „Solen”. Okręt wiceadmiralski „Wodnik”, po oddaniu czterech strzałów z dział dziobowych, doprowadził do walki w zwarciu. Kapitan Witte i jego szyper Peter Wedemann zaczęli wówczas dawać znaki załodze „Króla Dawida”, by okręt dołączył do eskadry i dokonał abordażu na wolną lewą burtę szwedzkiego okrętu. Kontradmirał Murray nie wykonał rozkazu i zamiast podejścia od wolnej burty, przeszedł od strony zczepionej z „Wodnikiem”, dalej próbując ostrzału zza niego, zresztą bezskutecznego. Mało efektywna decyzja mogła świadczyć o trudnościach manewrowych, być może wynikających z otrzymanych w międzyczasie uszkodzeń. Niemniej przez złamanie dwóch punktów instrukcji Królewskiej Komisji Okrętowej, stanowiła po bitwie podstawę oskarżeń wobec kapitana Murray’a. W międzyczasie kończył się ostatni akt odysei abordażowanego „Solena”. Płonący wieniec smołowy wrzucony przez szwedzkiego szypra do przedziału prochowego własnego statku dokończył dzieła. W zaistniałej sytuacji, pozostałe cztery okręty szwedzkie wykonały zwrot i objęły kurs na Piławę. Pogoń podjęły „Panna Wodna”, „Biały Lew”, „Czarny Kruk”, „Żółty Lew”, „Latający Jeleń” i „Arka Noego”, natomiast „Rycerz Św. Jerzy”. „Wodnik” i „Król Dawid” pozostały na redzie.

Po bitwie wewnątrz floty podniosły się zarzuty wobec niektórych kapitanów; poufnie doniesiono królowi o ich bierności w czasie bitwy i niepodjęciu pościgu za uciekającym wrogiem. Całość oskarżeń skupiła się na dowództwie „Króla Dawida”; nikt jednak nie ważył się bezpośrednio obciążyć winą Murrey’a. Zygmunt III zlecił zatem komisarzom przeprowadzenie śledztwa w tej sprawie. Szyper „Króla Dawida” Joachim Böse złożył relację, w której tłumaczył, iż zwlekanie z pomocą dla „Św. Jerzego” atakowanego przez „Pelikanena” nastąpiło z powodu uszkodzonego takielunku i braku wiatru. Natomiast w drugiej fazie bitwy, kiedy okręt nie udał się w pościg za Szwedami, tłumaczył, że zaraz po zatonięciu „Solena”, razem z „Wodnikiem” i „Św. Jerzym”, zgodnie z 11 i 12 punktem instrukcji dla floty, powrócił na redę, by oczekiwać na dalsze rozkazy. Podtrzymywał słuszność obranej decyzji faktem udania się na redę okrętu admiralskiego, który również, zgodnie z instrukcją, nie mógł nigdy w działaniach pozostać sam. Czy niechlubne zachowanie dowództwa okrętu kontradmiralskiego wynikło z winy autorów instrukcji czy niesubordynacji, pozostaje do dziś kwestią nierozstrzygniętą. Przed tym samym problemem stanęła komisja okrętowa, która zaczęła badać sprawę zaraz po bitwie. Następny zarzut – niepodjęcie pomocy przy abordażu „Solena”, mimo lepszych walorów bojowych i wyraźnego rozkazu Wittego, szyper Böse tłumaczył ustaniem wiatru i wynikającymi z tego problemami z utrzymaniem prędkości. Mimo wszystko obowiązkiem kapitana Murrey’a było utrzymanie szyku i zajęcie odpowiednio wcześnie pozycji nawietrznej, dogodnej do ataku. Dopiero zniszczenie takielunku w następnej fazie bitwy usprawiedliwiało niepodjęcie pościgu. Karygodne zlekceważenie siły okrętu przez kapitana Murrey’a nasuwa przypuszczenie, iż w grę wejść mogły powody osobiste, głównie podrażnienie ambicji spowodowane pominięciem kandydatury Szkota przy nominowaniu admirała floty. Miał to być rzekomo protest wobec krzywdzącej oceny jego rzemiosła. Czy mimo to ryzykowałby swoją karierę i życie niesubordynacją? Jakiekolwiek by nie były tego powody, dla komisarzy i Zygmunta III nie stanowiły one wystarczającego wytłumaczenia i Murray został aresztowany lub wydalony z floty. Dalej źródła nie wspominają jego nazwiska, nie ma go również w nowym rozporządzeniu obsady załóg okrętów królewskich. Mimo to właśnie postać Szkota, szarej eminencji polskiej floty, stała inspiracją dla bohaterów powieści historycznych J. Rychlińskiego („Kulawy Bosman”, „Galeon kapitana Mory”, „Fama kapitana Mory”, „Latający Szkot”) i Jacka Komudy („Galeony Wojny”).

W wyniku bitwy stoczonej 28 listopada 1627 r. do Wisłoujścia doprowadzono jeden zdobyty okręt szwedzki, a do niewoli dostało się 58 jeńców. Rannych przewieziono do Twierdzy Wisłoujście. Poległych polskich marynarzy pochowano w pobliżu Karczmy Zachodniej. Złożone w trumnie ciało Arenda Dickmanna poniesiono ulicami Gdańska w uroczystym orszaku, który zamykała kolumna jeńców szwedzkich zakutych w kajdany. Admirała pochowano w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

Wśród polskich zdobyczy najważniejsze były z pewnością szwedzkie dokumenty, w tym wykaz 49 okrętów szwedzkich operujących na południu Bałtyku. Co więcej, marynarze polskiej floty złożyli przed Królewską Komisją Okrętową łup zdobyty w czasie abordażu „Tigerna”: sześć szwedzkich muszkietów, rapiery, topory, mieszki skórzane z miedzianymi monetami szwedzkimi, cynowe naczynia, a także bardzo cenną odzież szytą na modę zachodnią – atłasowe wamsy i skórzane francuskie obuwie.

Zwycięstwo umocniło wiarę w możliwości floty polskiej. Poselstwo holenderskie, które w trakcie bitwy przebywało w Gdańsku, opowiedziało o tej wiktorii w zachodniej Europie. W Gdańsku wydarzenie odbiło się szerokim echem; było żywo komentowane podczas obrad Trzeciego i Drugiego Ordynku. 23 grudnia 1627 r. przedstawiciele Ławy wnieśli postulat o udzieleniu wszechstronnej pomocy w poczynaniach króla na morzu.

Bitwa choć nie stanowi przykładu wielkiej batalii morskiej, jak ta u wybrzeży Olandii w 1676 r., warto jednak pamiętać iż stanowi do dziś przykład rodzimych dążeń do prowadzenia polityki morskiej i tradycji polskiej Marynarki Wojennej obchodzącej w tym roku już 95 lecie.

Maciej Flis

Filip Janssen, Bitwa pod Oliwą
Filip Janssen, Bitwa pod Oliwą
Autor nieznany, fragm. Bitwa pod Oliwą
Autor nieznany, fragm. Bitwa pod Oliwą
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)
B. Milwitz. fragm. Bitwa pod Oliwą, obraz zrabowany w czasie drugiej wojny światowej z Pałacu Opatów w Gdańsku Oliwie. (ze zb. Bibl. PAN)

Bibliografia:

Akta i Diariusz Królewskiej Komisji Okrętowej Zygmunta III z lat 1627-1628, oprac.
Wiktor Fenrych, Księgi floty ojczystej, Gdańsk-Gdynia 2001;
Inwentarz polskiej floty wojennej z 1629 r., wyd. K. Lepszy, Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej R15/1967;
Biernat C., Cieślak E., Dzieje Gdańska, Gdańsk 1994;
Bodniak S., Zawiązek floty i obrona wybrzeża w wojnie Zygmunta III z Karolem IX;
„Pamiętniki Biblioteki Kórnickiej”, t.2, 1930;
Górski T., Flota Jagiellonów i Wazów, Gdańsk 1989;
Koczorowski E., Flota polska w latach 1587-1632, Warszawa 1973;
Koczorowski E., Oliwa 1627, Warszawa 2002;
Krwawicz M., Dzieje floty polskiej, Gdańsk 1947;
Krwawicz M., Obrona polskiego Pomorza i bitwa pod Oliwą w 1627 roku, Warszawa 1953;
Lepszy K., Dzieje floty polskiej, Instytut Bałtycki Gdańsk 1947;
Odyniec W., Bitwa morska na redzie gdańskiej w 1627 roku – Relacja i komentarze, Gdańsk 1987;
Polski Słownik Biograficzny, t. 22, Kraków 1999;
Zasłużeni ludzie Pomorza Nadwiślańskiego XVII w., nr 14, Wrocław 1982 r.